2015/11/03

Stephenie Meyer - Intruz

Recenzja z 2011 roku:
Jak łatwo można się domyślić, do książki podeszłam troszkę sceptycznie, gdy dowiedziałam się kto jest autorem owej powieści. Jednak nie miałam innego wyboru, bo z natrętną koleżanką nad uchem, która ciągle ci o tej książce opowiada i która nie da ci spokoju aż po nią nie sięgniesz.. Ostatecznie musisz to zrobić.
'Intruz' przedstawia nasz świat w przyszłości. Na naszą planetę dotarli tytułowi intruzi, którzy zostają wszczepiani w nasze ludzkie ciała i przejmują nad nimi kontrolę. Prawdopodobnie żadna ludzka istota nigdy nie stawiała większego oporu Duszy. Aż do czasu, gdy jedna z najsłynniejszych Dusz, Wagabunda, nie może przejąć kontroli nad umysłem Melanie. Może kierować jej ciałem, może mówić co jej się podoba jednak Mel ciągle siedzi w 'jej' głowie i nie chce zniknąć, a co najważniejsze ukrywa przed nią bardzo ważną informacje, gdzie ukrywa się garstka ludzi, którzy jeszcze nie zostali opanowani.
Pisałam już wyżej, że nie byłam pozytywnie nastawiona do tej powieści. Szczerze powiedziawszy spodziewałam się kolejnego gniota, jednak trudno mi się dziwić skoro mam za sobą całą Sagę 'Zmierzch' napisaną właśnie przez Meyer. I tu muszę przeprosić szanowną autorkę, gdyż bardzo, ale to bardzo pomyliłam się co do tej książki. Okazała się ona .. niezwykła. Ta historia wręcz mnie pochłonęła. Więc dlaczego 9? Ponieważ pierwsze kilkanaście rozdziałów.. To koszmar. Tak. Są niesamowicie nudne, a przy prostocie stylu Stephenie, można było usnąć. Jednak ciesze się, że nie odpuściłam i przebrnęłam przez owe rozdziały, bo potem to już nie mogłam się odciągnąć od tejże historii - zabawnej, nieprzewidywalnej, wzruszającej. Otwarcie mogę się przyznać, że na końcówce .. popłakałam się (a uwierzcie mi, że nie jestem typem osoby, który płacze z byle niczego). Co do okładki, gdyby nie fakt, że w pewnym sensie zostałam zmuszona do przeczytania i gdyby nie to, że w ogóle o tej książce słyszałam, tak na prawdę nie przyciągnęłaby mnie. Dlaczego? Bo niczym się nie wyróżnia. Nie jest brzydka, nie jest odrażająca, ale także nie przyciąga spojrzenia, bo obecnie połowa okładek utworów literackich posiada twarz/cząstkę twarzy..
Tak więc mam nadzieje, że gdy sięgniecie po tą książkę nie zrazicie się początkiem dość nudnym, monotonnym. Ja osobiście odpuściłabym sobie gdyby nie ta moja koleżanka i gdyby nie to, że słyszałam dużo pozytywnych opinii. Także jak najbardziej polecam.
Moja ocena na lubimyczytac.pl: 9/10
Jeśli już odwiedziłeś/aś mojego bloga, a na dodatek choć trochę Ci się spodobał, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i/lub obserwacji!
Dzięki i mam nadzieje, że jeszcze tu wrócisz! :)
Copyright © 2016 zaksiążkowany świat Raven , Blogger