2016/03/19

Maria Dahvana Headley - Magonia

"Aza Ray Boyle topi się w powietrzu. Od dzieciństwa cierpi na tajemniczą chorobę płuc, z którą ciężko jest oddychać, mówić – w ogóle żyć. Kiedy więc Aza zauważa statek na niebie, jej rodzina przypisuje to skutkom ubocznym zażywania leków. Aza jednak nie wierzy, by była to halucynacja. Słyszy ze statku głos wzywający ją po imieniu.
Tylko jej przyjaciel, Jason, słucha. Jason, na którego zawsze może liczyć. Jason, do którego chyba czuje coś więcej niż przyjaźń. Ale zanim Aza ma okazję poważniej się nad tym zastanowić, dzieje się coś strasznego. Aza odchodzi z naszego świata, by znaleźć się w innym.
Magonia.
Ponad chmurami, w krainie statków handlowych, Aza nie jest już tą słabą, umierającą istotą, którą była wcześniej. W Magonii po raz pierwszy swobodnie oddycha. Co więcej, ma potężną moc – lecz gdy już zaczyna panować nad swoim życiem, odkrywa, że zbliża się wojna między Magonią a Ziemią. W jej rękach spoczywa los całej ludzkości – i chłopca, który ją kocha. Po której stronie opowie się Aza?
Debiutancka książka Marii Dahvany Headley to niezwykle inteligentna, wielowarstwowa opowieść fantasy, pełna symboli i alegorii. Niezwykła podróż staje się dla Azy impulsem do postawienia sobie pytań o rodzinę, miłość, siebie samą i o to, co oznacza odnalezienie tego wszystkiego." (lubimyczytac.pl)


Męczyłam, męczyłam.. i w końcu skończyłam. Gdy zjawiłam się w księgarni i zobaczyłam "Magonie" na półce, zakupiłam ją bez wahania. Nie wiem co ja wtedy miałam w głowie, czy naprawdę spotkałam się na innych blogach i stronach z pozytywnymi ocenami tej książki, czy po prostu sobie to w tamtym momencie uroiłam. Wtedy myślałam tylko o jednym, że muszę ją mieć! Teraz wydaje mi się, że to tylko urok okładki tak mnie zwabił, bo nie da się zaprzeczyć, że książka pani Marii ma jedną z najpiękniejszych okładek jakie w życiu widziałam i choć samą historią nie jestem specjalnie zachwycona, to przynajmniej książka pięknie prezentuje się na półce.
Tak bardzo pragnę go dotknąć, że właściwie to już nie pragnienie, ale potrzeba, jak potrzeba wody czy pożywienia.
Cały ogólny zarys fabuły możemy przeczytać na okładce książki - Aza Ray to piętnastolatka, która za kilka dni ma obchodzić swoje szesnaste urodziny. To cud, bo gdy miała roczek zachorowała na tajemniczą chorobę płuc. Wtedy lekarze mówili, że nie dożyje pięciu lat, potem dziesięciu, a potem szesnastu.. Do trzech razy sztuka, co? Niestety, ostatnia z ich prognoz się spełnia i Aza odchodzi z tego świata.. Do nieba. Do Magonii. Gdzie ponad chmurami podróżuje statkiem i choć ciężko z początku jej to przyjąć do świadomości - jest wybraną; tą która ma uratować Magonię. 
Czasem nawet śmierć nie kończy cierpienia.
Trzeba przyznać, że autorka miała naprawdę dobry pomysł. Nie tylko okładką kusi czytelnika ale również opisem fabuły. Niestety, pomysł to jedno, wykonanie to drugie. 
Mnie niestety nie urzekła. Właściwie jest to książka na jeden wieczór, a ja męczyłam ją kilka dni, bo nie zawsze miałam nawet ochotę czytać dalsze losy Azy. Zwłaszcza z początku jest.. dziwnie. 
Autorka próbuje zrobić z głównej bohaterki buntowniczkę, dziewczynę o sarkastycznym sposobie bycia, a dla mnie Aza staje się nijaka. Może dlatego, że żeby stworzyć odpowiednio sarkastyczną postać trzeba być samemu trochę sarkastycznym w życiu, a niestety nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że pani Marii do tego daleko i wszystko było takie sztuczne. Wymuszone. I przerysowane
To ostatnie tyczy się oczywiście głównie Magonii. Autorka zwyczajnie, jak dla mnie oczywiście, przesadziła. Jakby starała się zrobić ten świat zbyt fantastycznym  powstał z tego jeden wielki chaos. Nietopeżalge? Szkwałowalenie? Co to za beznadziejne nazwy (jasne, może w oryginalne brzmiało lepiej, ale wątpię)? Ptaki w płucach, które wylatują i wlatują sobie do nich kiedy zechcą? Trochę tego wszystkiego było jak dla mnie za dużo. Zdecydowanie mogła zrezygnować z połowy takich dziwactw i przede wszystkim - opisać to wszystko z  ł a d e m  i  s k ł a d e m. Powymyślała multum rzeczy, których zwyczajnie nie potrafiła potem fajnie opisać. Nie, nie twierdzę, że musiała pisać jak choćby Tolkien, jeden z mistrzów jeśli chodzi o opisywanie postaci, potworów i przede wszystkim krajobrazu.. Po prostu mogła zrobić to porządniej i fajniej niż to uczyniła. Poza tym już sam pomysł na Magonię daje jej takie pole do popisu, że mogła spokojnie napisać książkę dwa razy grubszą od tego co wydała. Ale skoro większość opisów, czy to emocji, czy świata Magonii kończy się na dwu-zdaniowych akapitach, no to cóż.. Wyszło jak wyszło. 
Książki niestety nie ratuje także Jason (jest kilka rozdziałów, które są opisane z jego perspektywy), który jak na mój gust, zbyt szybko trafia na ślad Magonii i w cudowny sposób znajduje się tam gdzie trzeba w odpowiednim momencie. Właściwie nie dziwię się, że autorka odpuściła sobie wdawanie się w szczegóły, bo nie podołałby logicznie, spójnie to wszystko wyjaśnić.
Gdy ludzie umierają, w końcu się o nich zapomina. Musicie. Czas mija. Nic nie jest aż tak ważne, żeby wiecznie pamiętać.
Chciałabym skupić się na jakiś plusach, ale jak dla mnie giną one w minusach. Były zwroty akcji, choć nie porwały mnie one szczególnie. Właściwie potrafiłam zamknąć książkę lekko znudzona po rozdziale, który kończy się w "dramatyczny" i zaskakujący sposób, i w normalnej sytuacji powinnam przecież czytać dalej! Jedyne co mi się naprawdę podobało (uwaga na spoilery!!), to fakt, że Aza po pewnym czasie wydaje się tak oczarowana Magonią, że na swój sposób zapomina o tym co było na Ziemi. Pojawia się pojedyncza myśl o Jasonie, która jest nagle tak ulotna dzięki Dai'emu.. To było naprawdę fajne. Albo gdy składa przysięgę, że uczyni dla Magonii wszystko i nie myśli o konsekwencjach dla ludzi, których kocha. Autorka daje się Azie zapomnieć, oczarować Magonii, nawet w trochę negatywny sposób i to mi się podobało.
Powstała już druga część "Magonii", ale póki co nie jest ona jeszcze przetłumaczona na język polski. Autorka dała sobie duże pole do popisu, kończąc książkę w taki, a nie inny sposób. Ciekawa jestem czy podoła, choć mam co do tego duże wątpliwości i jakoś nie będę czekała z utęsknieniem na polskie wydanie "Aerie". 
Uwielbiam fantastykę i od takich książek wymagam naprawdę dużo. A "Magonia" nie spełniła moich oczekiwań. Długo wahałam się między 3 (słaba), a 4 (może być) i w ostateczności postawiłam na 4, bo.. chyba mogło być gorzej. 

Moja ocena na lubimyczytac.pl: 4/10 (może być).

Magonia | Aerie 
Jeśli już odwiedziłeś/aś mojego bloga, a na dodatek choć trochę Ci się spodobał, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i/lub obserwacji!
Dzięki i mam nadzieje, że jeszcze tu wrócisz! :)
Copyright © 2016 zaksiążkowany świat Raven , Blogger