2016/09/20

Charlotte Link - Wielbiciel

"W lesie niedaleko małej miejscowości w okolicach Augsburga znaleziono zmasakrowane zwłoki młodej kobiety. Policja i bliscy zamordowanej stoją przed prawdziwą zagadką, gdyż kobieta zaginęła bez śladu przed kilkoma laty. Dopiero telefon od jej znajomej z wakacji dostarcza pierwszych wskazówek. Jednocześnie we Frankfurcie toczy się inna historia. Leonę - zadowoloną z życia redaktorkę pracującą w wydawnictwa - ukochany mąż porzuca dla innej kobiety. To prawdziwy cios dla osoby, która dopiero co była świadkiem samobójstwa..." (lubimyczytac)

To moja pierwsza książka autorstwa Charlotte Link. Nigdy wcześniej nie miałam z nią do czynienia, jedynie jej nazwisko czasami obijało mi się o uszy, szczególnie dzięki mojej współlokatorce. To też właśnie dzięki niej, kupiłam "Wielbiciela" - wydanie kolekcjonerskie. Można ją zakupić w każdym kiosku, my jednak obie udałyśmy się do Empiku. Pierwszy tom kosztował  niecałe osiem złotych! I cóż.. Mogę Wam powiedzieć, że było to jedno z najlepiej wydanych ośmiu złotych w życiu!


Przede wszystkim może zacznę od tego, że nie przepadam, za gazetowymi wydaniami kolekcjonerskimi. Po pierwsze: zwykła książka często rozbita jest na dwie części. Ja zdecydowanie wolę kupić ją "w jednym kawałku" (inaczej się to ma w przypadku różnych trylogii - wolę każdy tom mieć osobno, niż trzy tomy w jednym OGROMNYM tomisku). Zwłaszcza, że cenowo wychodzi to bardzo podobnie - przeciętna książka kosztuje ponad trzydzieści złotych, więc wolę dołożyć te kilka złotych, które mogłabym zaoszczędzić w wydaniu kolekcjonerskim. Zdarza mi się dlatego kupować, tak ja w tym przypadku, tylko pojedyncze książki. Póki co zakupiłam pierwszy tom - "Wielbiciela" oraz drugi "Nieproszony gość". Trzeci i kilka następnych już rozbite jest na części...
Po drugie: oprawa takich wydań często bardzo mi się nie podoba, zdecydowanie wolę "te oryginalne" okładki. Choć w przypadku bestsellerów kryminalnych Charlotte Link, muszę przyznać, że okładki prezentują bardzo fajnie, choć i tak nie wyobrażam ułożyć sobie wszystkich, kilkunastu tomów na jednej półce, z takimi sami grzbietami układającymi się w jakiś lamerski napis.

... nie ma złej pogody. Można się tylko nieodpowiednio ubrać.

Ale przecież ja nie o tym miałam się rozpisywać! To miała być recenzja książki! Więc już przechodzę do rzeczy. Jak już wspominałam - te niecałe dziesięć złotych, które wydałam na te książkę to były naprawdę dobrze zainwestowane pieniądze. Nie wiem jak będzie z innymi powieściami kryminalnymi Charlotte Link, czy schemat będzie się powtarzał.. To się okażę! Na razie śmiało mogę powiedzieć, że "Wielbiciel" to naprawdę dobra książka, która miesza w sobie kryminał, thriller i sensację.
Jak już można dowiedzieć się z samego opisu książki, na wstępie mamy przedstawione dwie różne sytuacje. Jedna z nich to brutalne morderstwo, drugie to sielankowe niemal życie Leony. A przynajmniej tak jej się wydaje, że jej życie to sielanka, dopóki jej mąż nie oświadcza, że odchodzi do kochanki i pozostawia żonę z jej traumą, która spowodowana jest samobójstwem, które widziała. Co gorsza to samobójstwo było popełnione właśnie przez kobietę rozwiedzioną, którą mąż zdradzał..

Właśnie to zawsze najbardziej nas boli prawda? Utrata człowieka, który jest nam najbliższy. To gorsze niż choroba. A i tak sprawia, że jest się chorym.

Gdy piszę recenzję takich książek zawsze mam dylemat ile powiedzieć. Za dużo nie mogę, bo tutaj tak łatwo o spoiler! Dlatego muszę skupić się na ogólnikach, nie treści. Ale to chyba urok też dobrej recenzji: mówienie o swoich odczuciach, a nie pisanie o treści książki, z którą każdy sam może się zapoznać. Zacznę od tego, że ja wręcz pochłonęłam ten thriller - przeczytanie książki zajęło mi niecałe dwa dni. Jako fanatyk tego typu literatury mam dość spore wymagania, ale muszę przyznać, że autorka podołała wyzwaniu! Punkt kulminacyjny jest niemal w środku książki, styl Link nie przytłacza. Jest dość lekki, opisuje najważniejsze rzeczy, a te mniej ważne opisuje skrótowo - nie rozdrabnia się nad błahostkami, co wyjątkowo doceniłam po ostatnio czytanej przeze mnie książce (klik). Bohaterowie są bardzo różnorodni, nie ma przesadnego idealizowana postaci. Jedynym minusem jest to, że bardzo szybko można odkryć tytułowego wielbiciela i w jaki sposób obie sprawy wspominane w opisie się łączą. Mimo to, historia i tak wciąga. Uwielbiam to uczucie, gdy przewracam stronice i czekam aż wszystko wyjdzie na jaw, jak akcja nabiera tempa..!

Jeśli śmierć to ciemność i pustka, to ona jest już martwa. I to tylko głupi przypadek, że jej serce wciąż bije.

Choć bardzo lubię poplątane kryminały, w których co rozdział mam inną teorie co do danego morderstwa czy innego tematu przewodniego, to w tej książce za tym aż tak bardzo nie tęskniłam. Sprawa była dość jasna bardzo szybko, ale był to najpewniej zabieg celowy autorki, która może chciała wzbudzić w czytelniku jakąś swego rodzaju irytację i oczekiwanie aż bohaterowie też połapią się o co w tym wszystkim chodzi. Poza tym wplątała w historię kilka małych, niespodziewanych faktów, które na swój sposób mogły trochę złagodzić rozczarowanie, że tak szybko przejrzało się główną tajemnicę, ale za to przeoczyło wiele małych spraw, które dawały pełen obraz sytuacji i całej historii. Ponadto książka daje też trochę do myślenia - można potraktować ją jako przestrogę przed zbyt szybkim zawieraniem znajomości z obcymi ludźmi i natychmiastowego wpuszczania ich do naszego życia.


Jeśli już odwiedziłeś/aś mojego bloga, a na dodatek choć trochę Ci się spodobał, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i/lub obserwacji!
Dzięki i mam nadzieje, że jeszcze tu wrócisz! :)
Copyright © 2016 zaksiążkowany świat Raven , Blogger