2016/11/11

Dean Koontz - Mąż

"Mamy twoją żonę. Odzyskasz ją za dwa miliony w gotówce. Skąd zwykły ogrodnik Mitch Rafferty weźmie taką sumę. Tego dowie się później, w trakcie kolejnej rozmowy. Na potwierdzenie ultimatum na oczach Mitcha snajper zabija przypadkowego przechodnia. Aby odzyskać swoją żonę Mitch gotów jest zrobić wszystko. Czy również popełnić morderstwo. Na razie musi wykonać polecenia porywaczy i nie informować policji. Proste. Bardzo. Ale do czego doprowadzi go ślepe posłuszeństwo. To droga donikąd. Mężczyzna decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce..." (lubimyczytac)

To dopiero moje drugie podejście to tego Deana Koontza i jego dzieł. Pierwszym była "Recenzja" i niestety nie był to najlepszy wybór. Książka była bardzo przeciętna, kompletnie nie podobał mi się styl pisania autora, dlatego na bardzo długi czas dałam sobie z nim spokój. Ostatnio będąc w bibliotece natknęłam się na jego dzieła i w pierwszej chwili nawet nie skojarzyłam, że miałam z nim już do czynienia. Owszem, nazwisko bardzo znane, więc tym bardziej wzięłam tak naprawdę pierwszą lepszą jego książkę z półki. Dopiero jak wróciłam, zastanowiłam się to sobie przypomniałam, że przecież już coś jego czytałam! Z początku rozczarowana, doszłam do wniosku, że przez jedno dzieło nie mogę go zupełnie skreślić.. I bardzo dobrze zrobiłam! Bo "Mąż" to naprawdę świetna książka!

Historia, jak już dowiadujemy się z opisu, opowiada o porwaniu Holly, żony Mitcha. Jest on zwykłym, przeciętnym człowiekiem, który zajmuje się ogrodnictwem i żyje sobie "od pierwszego do pierwszego". Choć nigdy niczego mu nie brakowało, nigdy też nie mógł pochwalić się pokaźną sumą na koncie.. Więc musicie wyobrazić sobie jego ogromne zdziwienie, gdy dzwonią do niego porywacze i żądają okupu wysokości dwóch milionów. Skąd ogrodnik weźmie tak pokaźną sumę..? No właśnie, jeśli chcecie się tego dowiedzieć to naprawdę zachęcam do lektury! Ja po pierwszych stronach już stworzyłam swoją hipotezę jak potoczą się losy. Nic z tego się nie pokryło, szczególnie jeśli chodzi o główny rozwój akcji i choćby o to, skąd Mitch miał wziąć wspomniane wcześniej pieniądze. Więc książka była dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Akcja rozkręca się stopniowo, aż wreszcie nabiera tempa i tak naprawdę do końca nie byłam pewna zakończenia.. 

Styl autora, w tej przynajmniej lekturze, był.. przyjemny. Momentami irytowała mnie prowadzona narracja, ale poza nią niewiele mogłabym mu zarzucić. Bardziej jednak niż styl Koontza, urzekło mnie jego wykreowanie postaci. Przede wszystkim główny bohater Mitch - podczas całej historii przechodzi niezwykłą przemianę. Od przyjaznego, cieszącego się życiem faceta, zmienia się w mężczyznę dla którego nie ma przeszkód byleby tylko ocalić ukochaną żonę. Zmienia się jego postrzeganie świata. Wychodzi z niego inny, zdesperowany, gotowy na wszystko Mitch. Nie jest bohaterem biernym, nie godzi się z losem. Walczy. 
Historia opisywana jest przede wszystkim z perspektywy Mitcha, ale pojawiają się też krótkie fragmenty przedstawione z punktu widzenia porwanej Holly. Był tam wtedy, taki jeden moment, który mnie w dziwny sposób urzekł. Autor idealnie w kilku zdaniach pokazał, że choć ktoś z pozoru silny, w kryzysowej sytuacji potrafi zachowywać się bardzo irracjonalnie. To nie muszą być krzyki, podejmowanie próby ucieczki, ale jakieś głupie wyliczenia, uczepienie się jednego, głupiego gwoździa i skupianie na nim całej swojej uwagi. Żeby tylko nie dać się porwać panice. 

"Ale nawet ćwierć cala jest lepsze niż nic. Gwóźdź może mieć ile? - jakieś trzy cale długości. Odliczając przerwy na pizze, którą pozwolili jej zjeść, i na odpoczynek dla palców spędziła przy nim jakieś siedem godzin. Jeżeli zdoła wyciągać go choćby odrobinę szybciej, w tempie jednego cala dziennie, w środę o północy zostanie jej tylko jeden cal. 
Jeżeli Mitch zbierze do tego czasu pieniądze na okup, wszyscy będą musieli zaczekać jeszcze jeden dzień, aż Holly wyciągnie ten cholerny gwóźdź."

W książce jest jeszcze kilka ciekawych postaci, ale nad nimi już nie będę się rozdrabniać, żeby nie psuć przyjemności z czytania. Na koniec jednak chciałam jeszcze zwrócić uwagę na okładkę książki. Jest bardzo prosta, ale idealnie obrazuje sytuację. Myślę, że to własnie dzięki niej wybrałam z półki w bibliotece właśnie to dzieło Koontza, a nie inne. 

Jeśli już odwiedziłeś/aś mojego bloga, a na dodatek choć trochę Ci się spodobał, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i/lub obserwacji!
Dzięki i mam nadzieje, że jeszcze tu wrócisz! :)
Copyright © 2016 zaksiążkowany świat Raven , Blogger